<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=> 
<author_1=>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1951">
<month="10">
<date=1951-10-21>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Przechodzc przez wysokie groble i kamienne mostki, dotarlimy wreszcie do zabudowa, a waciwie do jednej skromnej lepianki, w ktrej y Tse Fu.
Zbudowana z gliny pomieszanej ze som ryow chatka przywieraa jednym bokiem do ogromnego skalnego bloku wiszcego nad dolin. Obejcie otoczone byo niewysokim murem, wyszczerbionym i popkanym od deszczw i soca. Na podwrku krcio si, szukajc robakw, kilka kur. Przed drzwiami chaty lea kapouchy pies.
Tse Fu naprawia wanie dug motyk, wbijajc jej nowy trzonek. Tumacz nasz, grzecznie go pozdrowi, wyjaniajc okazj odwiedzin. Wrd umiechw i ukonw  Chiczycy s naprawd bardzo uprzejmi  weszlimy do wntrza chaty. Przy poncym palenisku drobna siwa kobieta krztaa si, gotujc w miedzianym kocioku.  Moja ona  wyjani nam przez chiskiego koleg Tse. Usiedlimy na drewnianej awce, ktr staruszek pieczoowicie wytar z kurzu. Na stole pojawi si imbryk z herbat, a z koszyka przykrytego limi powdroway na st znakomite makowce. Kobieta Tse rozlewaa w filianki parujc herbat. Stary niezgrabnymi gestami zaprasza nas do jedzenia i picia.
Wntrze chatki Tse byo wicej ni ubogie. Jedynymi sprztami by tu chwiejcy si, na p sprchniay st i awa, zbita z desek prycza i niedua skrzynka, zapewne speniajca rol szafy. W kcie koo paleniska kilka naczy i glinianych garnkw, czciowo potuczonych. Obserwowalimy to wszystko ukradkiem, nie chcc urazi gospodarz. Jednak Tse, ktry patrzy na nas z poza dymu swej bambusowej fajki wyczu nasze myli, gdy z umiechem zacz co wyjania tumaczowi.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>